środa, 4 czerwca 2014

Przedpodróżnicze nastroje.

Powtarzanie znanych od wieków prawd i przekazywanych od generacji doświadczeń wcale nie leży w mojej naturze. Raczej przywołuje wspomnienia z czasów poźnego dziecińśtwa o konflikcie pokoleń i mówionych z wyższością "zobaczysz jak dorośniesz",  lub co gorsza z pustym biadoleniem podczas nudnawych, nie klejących się rozmów.
Nie lubię też tych utartych zdań bo jakkolwiek głębokie i dotkliwe by one nie były, zawsze w przekazie ulatnia się ich waga a nie niosące ze sobą wyjaśnień słowa, rozpryskują się w próżni natrafiając na mur oczywistości.

Ale co mam zrobić jeżeli ten rok przyniósł mi głównie możliwość odczucia na własnej skórze, że czas naprawdę szybko ucieka ?
Nie sądzę, żebym miała w przeszłości więcej godzin w trakcie doby, nie myślę też że jednostki pomiaru czasu się zmieniły, jedyny problem jest w tym, że tak to właśnie odczuwam.
Tak diabelsko okradziona z miesięcy, bez żadnej osiągnięciowej rekompensaty nie bylam jeszcze nigdy.



Co skłoniło mnie do użalania się nad tym, że życie szybko mija?
Zbliżający się wielkimi krokami okres wyjazdowy.
Ten bardzo pozytywny fakt, wtrącił mnie w chwilowy paraliż.
Za dwa dni wylatujemy na Islandię. Bilety lotnicze rezerwowaliśmy we wrześniu zeszłego roku. Dziewięć miesięcy temu.
Gdyby nie atakujące mnie z każdej strony kalendarze, wierzyłabym szczerze, że ten słoneczny poranek, kiedy po joggingu naładowani endorfinami podljęliśmy decyzję o odległej w czasie podróży, wydarzył się wczoraj.


Mimo to jest czerwiec a nie wrzesień.
Za 48 godzin ropoczniemy podróż, której przebieg będzie wyglądać następująco:
Wiedeń/ Brno/ Londyn/Keflavik/Edynburg/Bratysława/Wiedeń.

Minęły miesiące, w których wkurzaliśmy się na zbyt pochopnie podjętą decyzję,
miesiące, w których śmialiśmy się z naszego niskobudżetowego planu
i miesiące zaskoczenia, że Islandia to wcale nie jest wysepka, którą można obskoczyć w trzy migi.

Oczywiście zaplanowane nie jest prawie nic.
Wyporzyczyliśmy jedynie auto na Islandii, mamy jeden nocleg w Rejkjaviku, i świadomośc paru innych nocy na przeróżnych lotniskach.
Nie mamy za to potrzebnego ekwipunku, w tym spiworów, noclegów w dalszych częściach wyspy,dokładnego planu trasy oraz przygotowanych bagaży.
Mimo tego, za największe wyzwanie tego wyjazdu uważam spakowanie się na 12 dni, do 10 kilowego bagażu podręcznego, mieszcząc w nim śpiwory!

W Londynie spędzimy cztery pełne dni, w Edenburgu jeden, a w pozostałe 5 dni będziemy przemierzać elfią wyspę. Odnośnie palnu podróży w Wielkiej Brytanii całkowicie polegamy na doświadczonej w tej kewstii Jess.

Islandii zobaczymy zaledwie skrawek, nasz plan na dzień dzisiejszy rysuje się następująco:
Rejkjavik, półwysep Reykjanes,Pingvellir (historyczne  miejsce spotkań islandzkiego sejmu Althing)Złoty krąg, czrna plaża Vik, Lodowiec Vatnajokull, jezioro Jokulsarlon, Błękitna Laguna.


Trzymajcie kciuki!



4 komentarze:

  1. Cicho tam! To, że nie widzisz jak to nazwałs "osiągnięciowej rekompensaty' w upływie miesięcy nie znaczy wcale, że jej nie ma! Idziesz do przodu jak burza. Plan jest nakreślony, a Ty go realizujesz. A z tym brakiem planu na Islandii nie przeszadzaj, wszystko pieknie już zaplanowaliśmy, chwlia po chwili, tak by nacieszyć się swobodnie naturą tej malowniczej wyspy. Głowa do góry, czekam tu na Was z utęsknieniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś rację! Wszystko udało nam się doskonale zrealiyować :)

      Usuń
  2. Ale to pakowanie i myśl o kolejnych podróżach sprawia, że czujesz upływ czasu? U mnie jest w takim razie na odwrót. Przy kolejnym pakowaniu ekscytacja chyba wszystkich przyziemnych myśli mnie pozbawia. Za to jak wracam to zawsze dramaty i melancholie, bo nie wiadomo co dalej. JAK DZISIAJ. lećcie szczęśliwie i czekam na wrażenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo pakowanie nie,wtedy też zapominam o całym świecie. Upływ czasu odczuwam kiedy sięgam myślami wstecz do czasu, w którym kiełkował u mnie pomysł o podróżach i zestawiam to z dniem aktualnym kiedy przekraczam próg domu i wyruszam w świat.

      Usuń