niedziela, 8 października 2017

Kambodża

Wstajemy niemal równo z wietnamskim słońcem, by kontynuować naszą podróż zachwytów tym razem na kambodżańskiej ziemi. Dzielnie utrzymujemy równowagę na rozklekotanym "cyclo", dodatkowo obciążonym naszym bagażem, i powolnym tempem przemieszczamy się w stronę przystani. Kierowca Wietnamczyk żegna nas swoją pożyteczną wersją angielskiego, powtarzając parokrotnie "tip me, tip me!"


niedziela, 20 sierpnia 2017

Morning Glory

Samo wspomnienie bezsenności pierwszych nocy naszych wietnamskich wojaży do dzisiaj przyprawia mnie o zawrót głowy. Gdy z tego powodu każda noc była katorgą, a każdy poranek wyczekiwanym utęsknieniem, z radością sięgającą zenitu wybrałam się o piątej rano na eksplorowanie Delty Mekongu. Tym bardziej chętnie, bo to właśnie rześkie poranki dawały jedyne chwile wytchnienia, na które próżno było czekać przez resztę dusznej doby.

czwartek, 27 lipca 2017

George Town, Malezja

Malezja była cudownym przypadkiem naszej podróży. Przypadkiem, bo dołączyła do planu w wyniku popołudniowej rozmowy pół żartem, pół serio” i jednego rzutu okiem na mapę Azji. Tak narodzona idea znalazła potwierdzenie w kosztach lotów azjatyckich tanich linii lotniczych. Jak się okazało, najatrakcyjniejszą cenowo opcją na wydostanie się ze Siem Reap w Kambodży i powrót do Wietnamu jest przelot przez Kuala Lumpur.


niedziela, 2 lipca 2017

W stolicy, w Hanoi

Geograficzna specyfika kraju niejako „narzuca“ turystom charakter podróży. Wietnam jest podłużny i stosunkowo wąski (licząc w środkowej części jedynie 50 km), dlatego dla wielu z nas wybór redukuje się do dwóch opcji. Z północy można zjechać na południe bądź z południa piąć się na północ. Nie wolno zignorować także kaprysów pogody, a ta bywa w Wietnamie bardzo różnorodna. Na północy, wysoko w górach, zimą potrafi pojawić się śnieg, Wietnam środkowy i południowy cechuje się klimatem tropikalnym i naprzemienną porą suchą bądź deszczową. Te dwa faktory zdecydowały o tym, że naszą podróż (przypadającą na koniec kwietnia i maj) zaczęliśmy od położonego na południu, gwarnego Sajgonu. W ten sposób udało nam się, zgłębiać deltę Mekongu co prawda w skwarnym upale ale za to bez towarzystwa monsunowych deszczy.
Podczas trzytygodniowej podróży nie zobaczyliśmy oczywiście całego kraju, a nawet jego połowy. Wietnam jest potężny, dużo jego terenów stanowią góry i wyżyny, my najczęściej przebywaliśmy w okolicach ciągnącego się na 3451 km (!!) wybrzeża. Na domiar tego urozmaiciliśmy naszą wyprawę Kambodżą i Malezją. Dzisiaj jednak nie o tym a za to o północy kraju i jego tętniącą życiem stolicą.


niedziela, 11 czerwca 2017

Good Morning, Vietnam

Nieodzownymi etapami podróży, za którymi przepadam nie mniej i nie więcej niż za podróżą samą w sobie, są moment "przed" i moment "po". "Przed" jest planowanie, kombinowanie, wymyślanie trasy, wyszukiwanie biletów, znajdywanie miejsc, ustępstwa i rezygnacje, czytanie, oglądanie zdjęć i relacji, czekanie. "Po" to czas powrotu do domu, z bagażem pamiątek i przeżyć, z trochę innym, nowym ja. To moment, w którym zwalnia się zawrotne podróżnicze tempo i w spokoju delektuje się zebranymi doświadczeniami.

niedziela, 1 stycznia 2017

Kraj wulkanów: Chimborazo

W pierwszy dzień roku, zamiast podsumowania tego minionego, ja wciąż nadrabiam zaległości nie do nadrobienia. Spośród tak wielu odwiedzonych przeze mnie miejsc nie wszystkie dadzą radę trafić na bloga, nie wszystkie muszą tu trafić, a również wiele z nich tracąc swoją aktualność wraz z mijającym czasem jakoby przeterminowało się i nie sposób byłoby sklecić na ich temat coś niewymuszonego i naturalnego.

Chyba się powtarzam, ale ani myślę wpisać częstszego blogowania na listę postanowień noworocznych. I dlatego, że są rzeczy o wiele bardziej ważne, I dlatego że lista moich postanowień noworocznych nie istnieje. Plan i ogólny zarys działania gdzieś tam majaczą na horyzoncie od lat i ciężko rozbić je na kilkunastopunktową listę wyrzutów sumienia dręcząca cały rok. Resztą, może z lenistwa, nie zawracam sobie głowy.


niedziela, 20 listopada 2016

Baños

Pominięty milczeniem na blogu okres mojego półrocznego pobytu na brytyjskich wyspach zaowocował w szaleńczych poszukiwaniach lotów do zapomnianego turystycznie Ekwadoru. Jedyne lepsze destynacje podróżnicze od tych wypływających ze sfery marzeń są te dyktowane zawartymi przyjaźniami. To przecież żadna tajemnica, że kraj widziany przez pryzmat tubylców ukazuje się w całkiem innej odsłonie niż ta, która kreowana jest na kartach przewodników.
Tak się stało, że jedna z moich angielskich współlokatorek, Dani, pochodzi z Ekwadoru. Od czasu jej poznania oczywistym stało się, jaki kraj będzie dla nas wprowadzeniem do zapoznania się z kontynentem Ameryki Południowej.




czwartek, 13 października 2016

Floryda


Pozostając wciąż w tematyce USA, ale porzucając zasady chronologii i nadrabianie zaległości, przenoszę Was na Florydę z lipca tego roku.


piątek, 22 kwietnia 2016

Great Basin


Są słowa po niemiecku, których bardzo brakuje w polskim słowniku i które nie sposób trafnie i zgrabnie przetłumaczyć na język polski, tak żeby nie wyszedł z nich kilkuzdaniowy bełkot.
Takim wyrażeniem jest Fernweh, czyli daleko (fern) i ból (Weh). W tłumaczeniu brzmi głupio, ale dla wtajemniczonych to synonim określający bolączki uwięzionej w jednym miejscu duszy podróżniczej. Bo Fernweh to tęsknota za światem dalekim.

I to jest właśnie to, co zakrada mi się do głowy pomiędzy wertowaniem kolejnych stron podręczników, bądź kwili w odchłaniach umysłu podczas długich godzin spędzonych nad biurkiem.
  

sobota, 2 kwietnia 2016

Las Vegas


Las Vegas to kolejny punkt na mapie, gdzie poważnie planujemy wrócić. Co prawda poszaleliśmy nocą w kasynach (ja z tego szaleństwa wyszłam nawet na plus wygrywając 4 dolary), ale mimo wszystko była to wizyta w przelocie i zabrakło porannego oglądania tego plastikowego miasta oraz klasycznego zdjęcia z napisem Welcome to fabulous Las Vegas”. Ale nic straconego, wizę mamy, a na zachodnim wybrzeżu wciąż czekają na nas liczne kaniony i parki narodowe.