niedziela, 22 października 2017

Cameron Highlands & Penang

Malezja kryje ogromną ilość skarbów natury, dlatego jako zwolennik aktywnego wypoczynku nie sposób się tutaj nudzić. Z naszych 5 dni próbowaliśmy wycisnąć jak najwięcej się tylko dało, mimo to już na wstępie musieliśmy zrezygnować z (podobno) świetnej możliwośći snorkellingu na rajskich wysepkach Pulau Perhentian leżących na zachodnim wybrzeżu. Nie twierdzę jednak, że ten pomysł nie chodził nam jakiś czas po głowie.



Ponieważ naszym punktem wyjściowym było leżące na południu Kuala Lumpur, a kierowaliśmy się na północ do George Town na wyspie Penang, oczywistym stało się zboczenie z trasy celem plądrowania malezyjskich pól herbacianych. Także ta destynacja na dobre parę godzin stanęła pod ogromnym znakiem zapytania. Kręta trasa w górę, wąskie drogi, niezliczone ilości motocyklistów i powodujący korki natłok aut jak nic, w ten piękny (wbrew oczekiwaniom) słoneczny poranek sprzyjał stłuczkom. Tym sposobem, w ekscytacji wynikającej z uczucia bycia już jedną nogą na miejscu, usłyszeliśmy ciche stuknięcie i byliśmy zmuszeni zjechać na pobocze. Skuter, który na nas najechał zostawił lekki ślad na zderzaku, nic wielkiego - pod warunkiem, że nie jest się w drodze wypożyczonym autem, które zostało wcześniej dokładnie obfotografowane przez wypożyczalnię. Żeby uniknąć (kosztownych) nieprzyjemności ze strony wypożyczalni, zmuszeni byliśmy "zachęcić" sprawcę do poszukiwania z nami posterunku policji i zgłoszenia szkody. Na miejscu zastaliśmy obraz, który ciężko będzie wymazać z pamięci: policjanci w dresach, siedzący z kotem przy kamiennym stole przed nieotynkowaną komórką mieszczącą komisariat policji. Na nasz widok niechętnie ruszyli się z miejsca, a widząc wielkość szkody zaproponowali nam, żebyśmy sobie dali spokój, co (mając perspektywę straconego buszowania wśród zielonych krzaczków) z chęcią byśmy zrobili. Na nasze uporczywe naleganie na przyjęcie zgłoszenia, nie bez ociągania zabrali się za wypełnianie obszernego formularza, by po jakimś czasie dojść do wniosku, że to nie ich komisariat jest tym właściwym miejscowo. Widząc nasz przerażony wizją straconego dnia wzrok, policjanci sami podjęli się konwersacji telefonicznej z naszą wypożyczalnią tym samym rozwiązując nasz problem. Obyło się bez protokołu, a kierowca skutera dostał polecenie zapłacenia nam określonej sumy pieniędzy, co zostało udokumentowane przez policjantów za pomocą zdjęcia, wysłanego następnie wypożyczalni. Zadowoleni ruszyliśmy dalej wciąż mając trochę czasu by zanurzyć się w tej zielonej otchłani.









Cameron Highlands to górzysty teren z kapryśną pogodą, skąpany w całości w soczyście jaskrawej zieleni pól herbacianych ciągnących się bez końca. Obszar rozwinął się za czasów brytyjskiej kolonizacji i prędko stał się miejscem wypoczynku Wyspiarzy. Zajadając się marchewkowym ciastem, popijanym czarną herbatą kryjąc się przed gęstym deszczem, który znienacka zawładnął całą doliną, by po kilkunastu minutach ustąpić słońcu, nie musiałam się długo zastanawiać dlaczego akurat Brytyjczycy szczególnie ulubili sobie to miejsce.







Cameron Highlands oferują wiele dróg trekkingowych, co z pewnością jest wspaniałą możliwością, niestety u nas z powodu goniącego czasu nie było opcją. Musieliśmy zadowolić się tym co oferował jeden z najlepszych punktów widokowych w okolicy i w żadnym wypadku nie było na co narzekać. Z góry rozpościerał się doskonały widok na całą plantację. Oczywiście nie jedyni dostrzegliśmy piękno tego miejsca, ale generalnie Cameron Highlands to rzesza turystów i ogrom hoteli. Mimo to warto tam zawitać. Bez dwóch zdań!



Przed nami była jeszcze wizja sporego odcinku ciągnącego się przez te rejony, które z małą przerwą spędziłam przyklejona do szyby bocznego okna. Powoli zachodzące słońce i wizja dalszej drogi z jednej strony niepokoiła nas, a z drugiej pozwoliła zobaczyć wzgórza w ich najlepszej odsłonie. Wspomnianą przerwę zrobiliśmy na zbieranie najdroższych w naszym życiu truskawek. Nie dość, że sami musieliśmy je znaleźć, to jeszcze trzeba było za nie słono zapłacić. Nie wiem jak na to wpadliśmy, zwłaszcza, że truskawki to dla nas przecież żaden egzotyczny rarytas! Nasz mało sensowny pomysł bawił nas już podczas jego realizacji, chociaż tyle było z tego pożytku.










Kolejnym punktem przyrodniczym na mapie, sporo oddalonym od Cameron Highlands, bo aż na wyspie Penang, który udało nam się zobaczyć był Penang National Park, czyli najmniejszy park narodowy wyspy. W ofercie ma do zaproponowania fakt bycia dżunglą, co dało się odczuć podczas wspinaczki po konarach zwalonych drzew i nieznośnie parnym mikroklimacie oraz plaże obfitujące w małpy, czego również udało nam się doświadczyć kryjąc w pośpiechu plecaki przed ciekawskimi małpami. Cała trasa trwała nie dłużej niż 2 godziny i wiodła przez kilka plaż. Na koniec zostaliśmy przetransportowani łódką do punktu wyjścia.





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz