niedziela, 20 sierpnia 2017

Morning Glory

Samo wspomnienie bezsenności pierwszych nocy naszych wietnamskich wojaży do dzisiaj przyprawia mnie o zawrót głowy. Gdy z tego powodu każda noc była katorgą, a każdy poranek wyczekiwanym utęsknieniem, z radością sięgającą zenitu wybrałam się o piątej rano na eksplorowanie Delty Mekongu. Tym bardziej chętnie, bo to właśnie rześkie poranki dawały jedyne chwile wytchnienia, na które próżno było czekać przez resztę dusznej doby.