niedziela, 2 lipca 2017

W stolicy, w Hanoi

Geograficzna specyfika kraju niejako „narzuca“ turystom charakter podróży. Wietnam jest podłużny i stosunkowo wąski (licząc w środkowej części jedynie 50 km), dlatego dla wielu z nas wybór redukuje się do dwóch opcji. Z północy można zjechać na południe bądź z południa piąć się na północ. Nie wolno zignorować także kaprysów pogody, a ta bywa w Wietnamie bardzo różnorodna. Na północy, wysoko w górach, zimą potrafi pojawić się śnieg, Wietnam środkowy i południowy cechuje się klimatem tropikalnym i naprzemienną porą suchą bądź deszczową. Te dwa faktory zdecydowały o tym, że naszą podróż (przypadającą na koniec kwietnia i maj) zaczęliśmy od położonego na południu, gwarnego Sajgonu. W ten sposób udało nam się, zgłębiać deltę Mekongu co prawda w skwarnym upale ale za to bez towarzystwa monsunowych deszczy.
Podczas trzytygodniowej podróży nie zobaczyliśmy oczywiście całego kraju, a nawet jego połowy. Wietnam jest potężny, dużo jego terenów stanowią góry i wyżyny, my najczęściej przebywaliśmy w okolicach ciągnącego się na 3451 km (!!) wybrzeża. Na domiar tego urozmaiciliśmy naszą wyprawę Kambodżą i Malezją. Dzisiaj jednak nie o tym a za to o północy kraju i jego tętniącą życiem stolicą.



Hanoi było naszym ostatnim przystankiem i zarazem przepięknym pożegnaniem z krajem. I jak wiele innych miejsc w Wietnamie, okazało się bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Po zniechęceniu Sajgonem byłam pewna, że wietnamskie metropolie ze swoim harmiderem mogą jedynie przyprawić mnie o zawrót głowy. Nic bardziej mylnego. Tutaj azjatycki chaos to tylko tło dla przebijającego się na plan pierwszy życia mieszkańców stolicy, które to toczy się na ulicach miasta. Po porannej dawce Tai Chi nad brzegami jeziora Hoan Kiem hanojczycy pracując w pocie cały długi dzień, od czasu do czasu ucinając sobie krótką drzemkę (również na ulicy). Inna ich część sączy kawę na lodzie, bądź kawę z jajkiem w cieniu jednej z tysięcy kawiarenek przykucając na różnokolorowych, plastikowych taborecikach, których na ulicach północnego Wietnamu jest takie zatrzęsienie, że obok skuterów można by śmiało nazwać je ich symbolem narodowym. W weekendowe wieczory kluby i restauracje wypełniają się po brzegi, a mieszkańcy z kawy przerzucają się na jednodniowe piwo bez gazu. Promująca aktywny tryb życia część społeczeństwa rozprasza się po głównej ulicy, wyłączanej z ruchu na weekendy, oddając się wspólnym grom i zabawom. Ten sposób spędzania czasu znajduje swoja kontynuację również w trakcie weekendowych dni, podczas których widzimy cały przekrój społeczeństwa, od najmłodszych do najstarszych, skupionych na grupowych aktywnościach, od czasu do czasu zagadując turystów celem podszkalania angielskiego. Jak dla mnie Hanoi, z tego względu jest stolicowym ewenementem!

























A co robi w Hanoi turysta? Po nacieszeniu się miksem francuskiej kolonialnej architektury z chińskimi i wietnamskimi budynkami, oddaje się szałowi zakupów. A jest w czym przebierać. Stare miasto stanowi plątaninę uliczek i ulic, każda z nich od lat i z konsekwencją jest domem dla przedstawicieli przeróżnych cechów. I tak z ulicy jubilerów przedostaniemy się na ulicę handlarzy jedwabiem bądź torbami. Wszelakie rękodzieło czy żelastwo stoją także do dyspozycji. W celu nabycia bardziej wyszukanych pamiątek można udać się po zakup jednego z licznych nagrobków czy zdobnych ołtarzyków Buddy.




















Dla wytchnienia, shopping można zakończyć racząc się słynną w stolicy kawą z jajkiem a raczej koglem-moglem (Egg Coffee). Są dwie wersje: na ciepło i na zimno. Mimo, że nie lubię słodkiej kawy, ta mieszanka przypadła mi do gustu. Kawa wietnamska jest specyficzna sama w sobie, Wietnamczycy piją ja zazwyczaj z cukrem, jej połączenie ze słodyczą kogla-mogla jest jednak zdecydowanie lepsze. Mikstury można napić się w wielu kawiarniach, warta polecenia jest kawa w, historycznej już, Giang Cafe. Pomysł na takie przyrządzenie kawy powstał z potrzeby zastąpienia mleka, które dawniej nie było tak powszechnie dostępne.





Żeby całkiem nie pominąć zabytków na naszej liście powinna znaleźć się obowiązkowo świątynia oraz Wieża Zółwia na jeziorze Hoan Kiem, którego wody przez długie lata zamieszkiwał żółw a mieszkańcy miasta sprzątali mu cyklicznie jego "dom" aby żyło mu się milej. Kolejnym punktem "must see" powinna być Świątynia Literatury oraz mauzoleum i muzeum wodza kraju Ho-Chi-Minha.










Niemałą atrakcją a zarazem ważną lekcją kultury są wieczorne odwiedziny w Miejskim Teatrze Lalek na Wodzie "Thang Long". Barwnie malowane, drewniane lalki zapoznają nas z historią, życiem i legendami Wietnamu. W akompaniamencie ludowej muzyki i śpiewów (na żywo) widzimy walki smoków ziejących ogniem, proces plantacji ryżu oraz połowy ryb. Całe przedstawienie koordynowane jest przez kilkunastu aktorów, którzy zanurzeni po pas w wodzie, zza kurtyny kierują grę lalek. Sama historia tego rodzaju teatru ma bardzo długą tradycję, w dawnych czasach przedstawienia odbywały się na tafli jezior, rzek bądź zalanych polach ryżowych.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz