czwartek, 27 lipca 2017

George Town, Malezja

Malezja była cudownym przypadkiem naszej podróży. Przypadkiem, bo dołączyła do planu w wyniku popołudniowej rozmowy pół żartem, pół serio” i jednego rzutu okiem na mapę Azji. Tak narodzona idea znalazła potwierdzenie w kosztach lotów azjatyckich tanich linii lotniczych. Jak się okazało, najatrakcyjniejszą cenowo opcją na wydostanie się ze Siem Reap w Kambodży i powrót do Wietnamu jest przelot przez Kuala Lumpur.



Przyznaję się bez bicia i upubliczniam tym swoją ignorancję, ale o Malezji przed wylotem nie wiedziałam nic. Tytuły ksiąg nad którymi musiałam pochylać się ostatnie miesiące przed wyjazdem były dalekie od tych podróżniczych. Nie wiedziałam czego więc oczekiwać i w jakim stopniu rozwinięte państwo przyjdzie nam zgłębiać pięć długich dni. Pobieżnie znalezione informacje z internetu nie potrafiły zachęcić, zdjęcia też nie wydawały się oszałamiające, dopiero szybko przewertowany przewodnik zadbał o odpowiednią dawkę intrygi. Jak to trzy kultury żyjące na kupie? Jak to dzikie plaże i nieujarzmiona natura? I jeszcze te plantacje herbaty! Była chwila, a nawet ich kilka, w których próbowaliśmy wyskrobać każdą sekundę, żeby zobaczyć jak najwięcej odwracając plan do góry nogami. Jednak kupione bilety nie pozwalały na zbyt dużą elastyczność. Po powrocie stwierdzam jednak, że było dobrze tak jak było, a do Malezji z jak największą chęcią wrócimy kiedyś ponownie.




Co nas tam zastało? Skąd te zachwyty? A chociażby ze wspaniałego Georgetown na wyspie Penang. Sama się sobie dziwie, przy tej mojej ostatniej niechęci do miast, że po raz trzeci z rzędu na tapecie pojawia się jakieś azjatyckie miasto! Jak widać mimo sporej dawki zgiełku potrafią one mieć w sobie też coś przyciągającego.











Jak wspomniałam wcześniej, Malezja to (uogólniając) dom dla trzech kultur i religii. Malajowie są w większości muzułmanami, a islam jest religią państwową. Obok nich wyspę zamieszkują Chińczycy i też wyznawcy hinduizmu. Brytyjskie panowanie również nie przeszło bez śladu. To właśnie za tych czasów na wyspę Penang za pracą przyjechała największa ilość Chińczyków, którzy na statkach przywieźli ze sobą oprócz języka także tradycję i kuchnię, która następnie spajała się z tą zastaną na miejscu. To właśnie dlatego główne miasto wyspy Penang, George Town, to prawdziwy miks kultur. Tutaj na rogu usłanej kwiatami "Little India" widnieje meczet, po chińskim street-foodzie wpadasz do hinduskiej świątyni, a po nocnej kolacji u muzułmanina sączysz drinka w jednym z zabytkowych, chińskich shophouses - domki, które oprócz części mieszkalnej u góry, na dole mieściły pomieszczenia przeznaczone na różnorakie zakłady, z których utrzymywała się rodzina. Dzisiaj to raczej pamiątka odległych czasów, a pomieszczenie na dole, zamiast sklepów pełni funkcję salonu, w którym wieczorami, przy odsuniętej rolecie, niemalże na ulicy, przed telewizorem zasiada cała rodzina.  Cały ten kulturowy misz-masz ogląda się w cieniu drapaczy chmur i przy rześkim podmuchu wiatru z nad indyjskiego oceanu.














George Town, to jednak nie tylko historia. Swojego czasu podupadające miasto wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO, co samo w sobie podniosło jego rangę. Aby pchnąć w miejsce nowe życie, lokalne władze postawiły w 2010 roku na street art. Zaczęło się od metalowych dzieł sztuki zdobiących ulice miasta, jednak największą gwiazdą tej sceny okazał się litewski artysta Ernest Zacharevic.  To jego murale przyciągają turystów niczym magnes, a agencje turystyczne zaopatrzone są w mapki, które umożliwiają zwiedzanie miasta podążając za tymi arcydziełami, nie rzadko skutkując w kolejkach do zdjęcia.







Gdzie wato udać się na krótki wypad poza miasto? Z pewnością wart polecenia jest kompleks buddyjskich świątyń Kek Lok Si, należących do jednego z większych w swoim gatunku. Jeżeli to Was nie przekonuje to może zachęci Was informacja, że w okolicach kompleksu znajduje się (podobno) najlepszy street food, serwujący fantastyczną lokalną potrawę Asam Laksa, w wielkim uproszczeniu jest to ostra zupa rybna. Danie to zostało zamieszczone na liście najsmaczniejszych posiłków świata.
Zachód słońca można podziwiać ze wzgórza znajdującego się na peryferiach George Town, aby cieszyć się jego widokiem z wysokości.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz