czwartek, 13 października 2016

Floryda


Pozostając wciąż w tematyce USA, ale porzucając zasady chronologii i nadrabianie zaległości, przenoszę Was na Florydę z lipca tego roku.



Stany nie dawały nam spokoju, nachodziły wspomnieniami, aż w końcu skusiły możliwością krótkiego pobytu w ramach przesiadki. W ten oto sposób w 2016 r. Floryda doszła jako kolejny stan do naszej wcześniejszej kolekcji. USA nie było naszym tegorocznym celem samym w sobie, jednak dowiadując się rok wcześniej, że podróż z Europy do Ekwadoru wypada najkorzystniej finansowo właśnie na Florydzie, zadbaliśmy o to, żeby nie przesiadać się w innym państwie niż tam.

Floryda kojarzyła mi się z upałami i aligatorami. Z tego powodu i z powodu jej położenia nie znalazła się na naszej liście dwa lata temu. Po zwiedzeniu południowej części tego wielkiego stanu moje skojarzenia pozostają takie same: upał i aligatory. Teraz uzupełniam to jeszcze o turystów i palmy.  Tak wiec jak bardzo klimat w sensie atmosfery USA uwielbiam, tak bardzo klimat, dosłownie, Florydy mnie nie przekonał. Przed słońcem uciekaliśmy więc spod jednej plamy pod drugą, wciąż mając wrażenie, że nasza ucieczka przed słońcem jest daremna. Turystyczny tłok Miami Beach także nie dodał jej dużo uroku.












Nie zrozumcie mnie źle! Południowa Floryda, a szczególnie wybrzeże Miami Beach i plaże na Florida Keys są przepiękne i próżno było szukać takich na dalszych etapach naszej tegorocznej podróży, jednak te cztery piękne dni w zupełności nam wystarczyły. Uczucie tęsknoty za Stanami do następnego razu jest na chwile zaspokojone.







W tym czasie udało nam się zobaczyć trzy główne atrakcje na tym obszarze, tj. Miami Beach, Everglades National Park i Florida Keys.

Miami Beach to coś więcej niż tylko upał i szerokie, piaszczyste plaże. To także architektura Art Deco w wydaniu Florydy, czyli urozmaicona o motywy flamingów i słońca. Cała dzielnica przy popularnej South Beach jest utrzymana właśnie w tym stylu, tworząc świetne tło dla plażowo-palmowej codzienności w trakcie dnia, a wieczorami rozświetla się w blasku neonów.












Everglades to Park Narodowy obejmujący ogromny obszar mokradeł, stwarzając dobre możliwości dla przeróżnych sportów wodnych. Poza tym to także wielkie siedlisko aligatorów. Mimo to na nas nie zrobiło dlatego dużego wrażenia, bo ani nie mieliśmy czasu i umiejętności na kajakowanie, ani nie zobaczyliśmy tam żadnego aligatora. Dlatego przemierzyliśmy jego drogi zatrzymując się przy paru punktach widokowych, którymi były głównie jeziora pośrodku lasów. W celu obejrzenia aligatorów musieliśmy wybrać się na położoną niedaleko farmę aligatorów.












Florida Keys zrobiła nam mnie największe wrażenie pomimo tego, że spędziliśmy prawie cały dzień siedząc w aucie. To właśnie jest sedno Keys: droga na oceanie, łącząca małe wysepki, dobiegając końca w miasteczku Hemingwaya: Key West. Po drodze zatrzymalismy się na dłuższą chwilę w Bahia Honda State Park w celu plażowania na nieziemsko pięknych plażach.



























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz