środa, 28 stycznia 2015

Kanion Antylopy

Nie zacznę od Nowego Jorku, bo to nie była miejska wycieczka po ulicach Wielkiego Jabłka.
To była wyprawa, o jakiej kilka lat wcześniej nie śmiałabym śnić. Po niej cały świat zaczął wydawać się odrobinę mniejszy. Metropolie, zapomniane dziury, parki narodowe, pustynie i oceany. To wszystko za nami. To punkty pośrednie na naszej mapie, które skrupulatnie łączyliśmy ze sobą, pokonując między nimi tysiące mil przez pustkowia.
To właśnie jest mój obraz Stanów i to jest to co nazywam road tripem. Wsiadanie o brzasku do auta, lakoniczne wymiany pytań i wspólne rachuby:
- To ile godzin dzisiaj?
- 8? 10?
- Ile mamy mil przed sobą?
- To będzie chyba 12 godzin.

Niech nie brzmi to strasznie! Niech nie brzmi to nudnie! Wbrew pozorom, ponad 10 godzin drogi przez równiny, drogi proste jak drut, bez jednego zakrętu, gnania wciąż przed siebie, zostawiając za plecami dzień i witając noc to NAPRAWDĘ jest przeżycie. Co więcej, zza szyby auta też zobaczysz cuda. Rzeka Missisipi, więźniowie pośrodku pustyni Nevada, pagórkowate Utah, wieloryby przy Highway One. To wszystko przytrafiło nam się przez przypadek, podczas trasy.
Jeżeli więc chcesz poczuć klimat amerykańskiego filmu, prawdziwe Stany, to nie biegaj z zakupami po 5th Avenue! Wsiądź w samochód i przejedź 23 stany, 14 tysiące kilometrów, od Atlantyku do Pacyfiku i z powrotem.

O przebiegu trasy i jej planowaniu napiszę innym razem. Zarówno organizacja jak i zachwycający Nowy Jork muszą poczekać na swoje pięć minut. Nie będzie więc po kolei, nagniemy nieco zasady chronologii.
Kanion Antylopy, który zobaczyliśmy w ostatnim tygodniu podróży, rozpocznie amerykańską opowieść. To nie tylko jedno z najpiękniejszych miejsc, które podziwialiśmy za oceanem ale w pewien sposób oddaje charakter całej wyprawy.
Z góry liczyliśmy się z tym, że nasz pieczołowicie przygotowywany plan trasy może nie zostać wykonany w całości. W głębi serca (ale tak na prawdę głęboko) borykałam się nawet z myślą, że nie uda nam się nawet przejechać z jednego wybrzeża na drugie. Całą podróż odbywaliśmy z lekkim niedowierzaniem, ale również z ogromną determinacją. Wszystko było niby po drodze, niedaleko, w okolicy. Ale jedynie na mapie. W rzeczywistości cel często okazywał się być oddalony o kolejne pięć godzin jazdy.




Podobnie było z Kanionem Antylopy, który znajdował się w pobliżu Las Vegas. Oczywiście tylko na kartach atlasu. Wpisując go w Google Maps, trzeba wiele razy klikać na oddalenie zanim pojawi się w jego okolicy cokolwiek innego. Kanion, jak prawie wszystko w Stanach, leży pośrodku niczego, musisz wybrać jedną z niezliczonych dróg przecinających ten kraj i przedrzeć się przez wszelkie pustkowia, po to by dotrzeć do celu, a następnie wrócić własnymi śladami. NIC w USA nie leży na twojej trasie. Jechanie gdziekolwiek to za każdym razem odrębna wyprawa.
Tak więc Kanion Antylopy do którego pędziliśmy co tchu jak na złość leżał za daleko. Nie dotarliśmy tam w zaplanowany dzień, dotarliśmy dopiero na następny. I nie chodziło jedynie o to, że chcieliśmy wypadającą akurat wtedy naszą dziewiątą rocznice spędzić właśnie w tym miejscu, ale też o czas przeciekający nam przez palce, 3,5 tysiąca kilometrów przed nami i samolot powrotny do Europy, który nie zamierzał czekać.  Pomimo tego, wystarczyło zobaczyć parę obrazków Kanionu w internecie, aby wiedzieć, że nie możesz go odpuścić. Postanowiliśmy poświęcić kolejny dzień.





Kanion Antylopy leży na terenach Indian Nawajo, dlatego karta wstępowa na inne parki narodowe nie obowiązuje w tym wypadku, za wstęp trzeba płacić dodatkowo. Co więcej, nie można odwiedzić go na własną rękę. Obowiązkowa jest wycieczka z przewodnikiem i wcześniejsza rezerwacja, co najmniej dzień wcześniej. Jest kilka firm, które oferują tego typu rozrywkę. Ceny wszędzie są podobne i zmieniają się w zależności od godziny zwiedzania. Najdroższe i najbardziej oblegane są terminy południowe, kiedy można najlepiej zaobserwować grę świateł. Nam nie pozostał żaden wybór, musieliśmy wybrać godzinę poranną.
W dojechaniu na miejsce pomogła nam telefonicznie pracownica firmy. Jechaliśmy na ostatnią minutę na próżno wypatrując i poszukując własnymi zmysłami jakichkolwiek oznak istnienia kanionu. Nie było szans. Bez nawigacji i bez pani przy telefonie tam nie trafisz. I ponownie nasuwają się pustynne porównania. Należy jechać przez płaskie jak deska tereny Arizony określonym numerem drogi, nie mijając kompletnie nic i następnie skręcić w kolejną wiodąca w puste otchłanie drogę, by przez następne kilkanaście minut nie minąć nic. W końcu po prawej stronie drogi ukazuje się wymodlony numer odcinka i skręcasz w ten piach, żeby następnie dotrzeć do blaszanej budki, okupowanej przez stada turystów pośrodku... pustyni.




Tutaj czekała nas kolejna niespodzianka. Pomocna pani od telefonu nie uwzględniła nas na liście zwiedzających tego dnia, bo mieliśmy być przecież dzień wcześniej. Po takiej trasie, ze świadomością, że nie zdążymy już na to, żeby załapać się na kolejną godzinę, usłyszeliśmy, że niestety, ale musimy poczekać aż okaże się czy znajdą dla nas wolnego przewodnika. Na dodatek, nie byliśmy w tej sytuacji sami, ale udało nam się narobić zamieszania i wepchnąć na pierwsze miejsce dla oczekujących i tym samym załapać na zwiedzanie. Nie polecam tej metody, radzę dokładne upewnić się czy dokonana rezerwacja na prawdę doszła do skutku.


Przewodnik zabrał naszą grupę na jeepa i przewiózł przez wielkie piaski na miejsce. Własne auto trzeba zostawić przy blaszanej budce. Kanion Antylopy dzieli się na na dwie części: górną i dolną. Dolna część jest dłuższa, wymaga schodzenia i wspinania się po metalowych drabinkach. Górna, czyli krótsza, jest bardziej popularna turystycznie i znajduje się na jednym poziomie, dlatego jest łatwiej dostępna. Kanion powstał w wyniku wymywania piaskowca przez powodzie błyskawiczne i jest kanionem szczelinowym, w którym trzeba dosłownie przeciskać się między ścianami. Jest ciasno - tym bardziej, że w towarzystwie masz ze sobą całą rzeszę turystów.
Jednak mimo tego zatłoczenia i dosyć słonych cen jest jak najbardziej godny uwagi i polecam go z całego serca!



















1 komentarz:

  1. Boże az mam ciarki na plecach, takie to ładne i az mnie szlag trafia, że beze mnie ! Boze, Wy i na czas! to takie typowe:D

    OdpowiedzUsuń