niedziela, 14 grudnia 2014

Islandia zielona

Islandia ponownie ukazuje nam się w innej odsłonie. Po prawdziwym lodowcowym żywiole teleportujemy się w czasie i przestrzeni do krainy bajki znanej nam z lat słodkiego dzieciństwa.
Łagodne, intensywnie zielone zbocza, szerokie polany, leniwe strumyki i wąziutkie rzeczki. A kwintesencją wszystkiego są pełne wigoru baranki, skaczące wśród dorodnych islandzkich traw.









Islandia zielona to ta moja ulubiona. Najmilsza, najsłodsza, najbardziej uspokajająca. Jestem pewna, że każde zszargane nerwy doznałyby w tej scenerii głębokiego ukojenia. Nic od dawna nie potrafiło tak bardzo naładować moich akumulatorów, jak ta islandzka, fluorescencyjna, zielona barwa.










Tak zielono było nam w przedostatni dzień podróży. Wyjechaliśmy z Höfn wcześnie rano. Za radą spotkanej polskiej pary, postanowiliśmy zboczyć z trasy na drogę 202, aby obejrzeć przepiękny wąwóz. Nie wiem czy trafiliśmy na właściwe miejsce, ale mimo wszystko był to strzał w dziesiątkę. Ten bajeczny, zielony wąwóz, ta przepiękna upstrzona owcami polana, to miejsce, do którego na okrągło wracam w myślach. Wciąż przypominam sobie o ułamkach chwil, w których mieliśmy tę bajkę na wyłączność. I chociaż mi tak mocno zapadło w pamięć jako coś wyjątkowego, to wydaje mi się, że był to jedynie jeden z wielu krajobrazów tego typu na wyspie. Wystarczy jedynie zboczyć z głównej trasy i pozwolić Islandii na zabranie się w świat cudów.










W tym miejscu, gdzie kumulacja owiec była największą z dotychczasowych, chciałam uwiecznić je na zdjęciach. Na darmo - zwierzaki, które z wyglądu wręcz kipiały zdrowiem, potrafią biegać tutaj z prędkością psa. Wszystkie, na raz, bez wyjątku, kiedy tylko zatrzymywaliśmy auto, one zaczynały swój maraton.




Tego dnia mieliśmy w planie dojechać jak najbliżej Rejkiawiku, żeby następnego dnia zdążyć na 11:00 do słynnego islandzkiego SPA blue lagoon. 
Nie mając już żadnego konkretnego celu pozostało nam czerpanie radości z ostatnich oszałamiających widoków podziwianych zza szyby auta. Po drodze przystanęliśmy w Laufskálavarða, przy łące pokrytej na całkiem sporym obszarze małymi kamiennymi piramidkami. Byliśmy już pewni, że to to kolejne figle islandzkiej flory, jednak tym razem było to dzieło stworzone ludzką ręką. Piramidy z kamieni stawiane są przez podróżnych na szczęście, niby nic szczególnego, ale mimo wszystko robi wrażenie.



Kolejne przystanki na chwilę zachwytu to dwa islandzkie wodospady położone niedaleko siebie: Seljalandsfoss i Skogafoss. Szczególnie ten drugi wart jest uwagi, można podziwiać go z dołu, ale też wdrapać się na jego szczyt.









Ostatecznie rozbiliśmy namiot na dziko, w małym zagłębieniu przy głównej drodze, 100 kilometrów od Rejkiawiku. Na wyspie namioty wolno rozbijać w każdym miejscu, omijając w ten sposób płatne campingi. Jedynym, oczywistym minusem jest brak łazienki, ale nam było to obojętne, ponieważ kolejnego dnia moczenie się w blue lagoon miało wynagrodzić nam wszystkie niedogodności tej podróży. Poza tym chcieliśmy wypróbować także i ten sposób noclegu. Po wszystkim muszę stwierdzić, że była to najbardziej komfortowa noc na Islandii.

SPA blue lagoon to powstałe przypadkowo uzdrowisko z wysokozmineralizowaną wodą geotermalną. To jedna z głównych atrakcji turystycznych na wyspie i z tego powodu jest omijana przez bardziej wybrednych podróżników. Odstrasza nie tylko ilość turystów, ale także i słone ceny. Oszczędzając na noclegu i wyżywieniu stwierdziliśmy, że zainwestujemy tutaj zachomikowane pieniądze. Wstęp płatny jest jednorazowo, a potem można siedzieć bez ograniczeń. Te ostatnie godziny przed wylotem spędziliśmy zażywając mineralnych kąpieli i nakładając maseczki młodości. W kąpielisku nie da się co prawda za bardzo pływać, ale same spacery po śliskim kamiennym podłożu sprawiały mi duża frajdę. Poza tym widoki są niezapomniane. Kapryśna, pochmurna pogoda i chłodna temperatura to najlepsze okoliczności do siedzenia na zewnątrz w gorącej wodzie i błądzenia w unoszącej się gęstej parze wodnej.
Pomimo, że decyzji nie żałuję absolutnie, myślę, że jednorazowa wizyta w tym miejscu wystarczy w zupełności na całe życie (kolejnym razem chętniej skorzystam z darmowych gorących, górskich potoków).





1 komentarz:

  1. polityka "mniej" w ogóle mnie nie cieszy.. najwyżej będzie rzadziej, poczekam ;)

    OdpowiedzUsuń