niedziela, 14 grudnia 2014

Islandia zielona

Islandia ponownie ukazuje nam się w innej odsłonie. Po prawdziwym lodowcowym żywiole teleportujemy się w czasie i przestrzeni do krainy bajki znanej nam z lat słodkiego dzieciństwa.
Łagodne, intensywnie zielone zbocza, szerokie polany, leniwe strumyki i wąziutkie rzeczki. A kwintesencją wszystkiego są pełne wigoru baranki, skaczące wśród dorodnych islandzkich traw.


niedziela, 5 października 2014

Islandia biała

Nagle, z mroku przygnębiającej czerni, zaczęła przebijać rażąca biel lodowca. Zza gęstej, szarej chmury wyłonił się najpierw jego kawalątek u podnóża, stopniowo ukazując całe swoje monstrualne oblicze. Temperatura gwałtownie zmalała, a w płucach wraz z każdym oddechem zaczęliśmy czuć lód. Krajobraz opanowały odcienie bieli i przez kolejny dzień aura tej majestatycznej barwy nie opuszczała nas na krok.





niedziela, 24 sierpnia 2014

Islandia czarna

Islandia jest kolorowa. Jednak nie na raz, nie w tym samym miejscu. Ze swoimi mocnymi barwami pozostaje konsekwentna. Jeżeli jest zielona, to na każdym kroku razi nas w oczy ten soczysty odcień, jeżeli jest czarna, to po kilku chwilach przesiąkamy jej mrocznym, przytłaczającym klimatem, natomiast jej błękit i biel tchną w nas nutę rześkości. Stanowczy islandzki krajobraz nie pozwala na jakąkolwiek dysharmonię, przynosząc ulgę i ukojenie dla zmęczonych natłokiem codziennych bodźców zmysłów.


niedziela, 6 lipca 2014

Złoty Krąg

Ruszamy dalej pozostawiając za sobą namiastkę prawdziwej  Islandii, spragnieni niezmiernie kolejnych wrażeń tej bajecznej krainy.
Po półtora dnia pobytu na islandzkiej ziemi wciąż tkwimy jedynie u wrót nieziemskiego świata, oddzieleni o zaledwie kilka kroków od miejsc, które dotychczas miały prawo istnienia jedynie na stworzonych przez ludzką wyobraźnię grach komputerowych, bądź bajkach dla dzieci.
Reykjavik jest nadal uroczy. Ale to nie dla niego wybraliśmy się w tą tułaczkę.


poniedziałek, 23 czerwca 2014

Reykjavik: błękitna stolica.

Stolica Islandii, Reykjavik, licząca zaledwie 120 tysięcy mieszkańców, może wydawać się z naszego punktu widzenia zapadłą dziurą. Fakt, że nie otrzemy się na każdym rogu o kilkusetletnie, zabytkowe mury, nie za bardzo polepsza jej wizerunek.
Mimo to polecę każdemu turyście, by ze swojej islandzkiej podróży w dzicz, skradł choć jeden dzień dla tej swoistej metropolii.
Tak właśnie. Metropolii.
Islandzka aura momentalnie podbija serce i opanowuje całą duszę, raptem przestawiając tok myślenia na całkiem inne tory. Po czterech dniach podróży, wzrok przyzwyczaił mi się do przedzierającej bezkresną przestrzeń drogi, a jedynymi napotkanymi cywilizacjami były mieścinki poprzedzone upstrzoną w owce zielenią i kończące się na stacji benzynowej i kościele na wzgórzu. Nie umiałam już więc myśleć o Reykjaviku inaczej niż jako o dużym mieście.

sobota, 21 czerwca 2014

Podróz kontrastów

Wróciłam z podróży kontrastów. 
Wciąż odrętwiona umysłowo zadamawiam się ponownie we własnym domu, nie mogąc nacieszyć się zwyczajnym prysznicem, wygodnym łożkiem i ciepłą temperaturą. To wracanie do mojej codzienności zazwyczaj jest czasochłonnym zadaniem, dlatego tym razem mam w planie nadrobić jak najwiecej zaległości blogowych, by zwalczyć narastającą stertę niespożytkownych godzin. Muszę się sprężyć, w końcu kolejna podróż już niedługo!



środa, 4 czerwca 2014

Przedpodróżnicze nastroje.

Powtarzanie znanych od wieków prawd i przekazywanych od generacji doświadczeń wcale nie leży w mojej naturze. Raczej przywołuje wspomnienia z czasów poźnego dziecińśtwa o konflikcie pokoleń i mówionych z wyższością "zobaczysz jak dorośniesz",  lub co gorsza z pustym biadoleniem podczas nudnawych, nie klejących się rozmów.
Nie lubię też tych utartych zdań bo jakkolwiek głębokie i dotkliwe by one nie były, zawsze w przekazie ulatnia się ich waga a nie niosące ze sobą wyjaśnień słowa, rozpryskują się w próżni natrafiając na mur oczywistości.

Ale co mam zrobić jeżeli ten rok przyniósł mi głównie możliwość odczucia na własnej skórze, że czas naprawdę szybko ucieka ?
Nie sądzę, żebym miała w przeszłości więcej godzin w trakcie doby, nie myślę też że jednostki pomiaru czasu się zmieniły, jedyny problem jest w tym, że tak to właśnie odczuwam.
Tak diabelsko okradziona z miesięcy, bez żadnej osiągnięciowej rekompensaty nie bylam jeszcze nigdy.


sobota, 17 maja 2014

Słoneczny Tyrol

W dni takie jak dziś, kiedy deszcz nieustannie i konsekwentnie bez chwili przerwy godzinami spada z nieba, nie potrafię przypomnieć sobie o istnienu słońca. Pochmurna aura ciągnąca się kika dni, zawsze, przenika moją świadomość, wypierając wspomnienie wiosennych ciepłych dni.
O tak. Do pogody przyzwyczajam się z niebywałą jak dla mnie prędkością. Kompletnie brak mi w tej kwestii wyobraźni. Nawet mając przed sobą niezbite fakty prognoz pogody, nie dam rady sobie wmówić, że w innej części globu są odmienne warunki atmosferyczne. Mój ośli upór bardzo nierzadko jest opłakany w skutki. W podróże często wybieram się źle spakowana, marznąc niemiłosiernie bądź pocąc się nadmiernie.


niedziela, 6 kwietnia 2014

Zapomniana Austria, Innsbruck

Długi czas mieszkałam w Wiedniu: oderwanej od reszty państwa enklawie stworzonej w mojej głowie. Po czterech latach zaczęłam dopuszczać do świadomości geograficzne położenie mojego miasta i odczułam małe wyrzuty sumienia z powodu tej totalnej ignorancji w stosunku do reszty kraju. Myśl dogłębnejszego poznania kiełkowała w mojej głowie wypychając przyzwyczajenie do utożsamiania Austrii wyłącznie z Wiedniem, który mimo swojego całego uroku i czaru nie jest prawidłowym odzwierciedleniem całego państwa.
Wymówek miałam zawsze miliony, a nadarzających się okazji nie chciało mi się wykorzystywać. Tym sposobem, uskarżając się wiecznie na chroniczny brak czasu, odpowiedniego przewodnika albo ciekawsze bądź bliższe sercu destynacje, sukcesywnie olewałam Austrię.
Przyczyną mojego wewnętrznego konfliktu był zapewne wyimaginowany problem identyfikacyjny migranta, powodujący zaburzenia stosunków na lini ja-Austria. Nie jestem tutaj przecież ani rodowitą obywatelką ani przelotnym turystą, łatwiej było mi oswoić się z jednym miastem i pozostawać w strachu przed tym, czy reszta kraju okaże mi tyle dobra co jego stolica. Jakiś czas nosiłam się z zamiarem położenia kresu tym niedorzecznym przemyśleniom.
Do szybszego niż myślałam przełamania lodów zmusiła mnie wakacyjna praca dorywcza. Wykonująć ankiety w podwiedeńskiej komunikacji miejskiej nie dość, że musiałam wyjechać poza granice miasta, to na dodatek dostałam bilet na miesiąc upoważniający mnie do podróżowania za darmo po dwóch austriackich krajach związkowych: Dolnej Austrii i Burgenlandu. Co prawda, nie udało mi się zobaczyć wtedy tyle ile planowałąm, ale wydarzenie to dało początek zaznajamiania się z Austrią.

Planując marcowy wyjazd na narty do austriackich Alp, wiedziałam, że tym razem jadąc przez prawie cały kraj, nie przepuszczę okazji na obejrzenie czegoś nowego. Wybór padł na stolicę Tyrolu: Innsbruck.
To otulone górami miasto w dnie doliny urzekło mnie bez reszty i jako pierwsze przyczyniło się do tego, że mówiąć Austria mam w głowie więcej niż tylko Wiedeń.


sobota, 11 stycznia 2014

Wiedeń w półśnie

Wspaniale jest osiedlić się w mieście, które nie tylko dostarcza niesamowicie wiele wygód w życiu codziennym, ale także pozwala na bycie turystą wciąż na nowo odkrywającym uroki miejsca.

Kolejne z rzędu (i mam nadzieję, że nie ostatnie!) odwiedziny Jessi wyrwały nas ze studiowo-zawodowej monotonii i otworzyły, siłą rzeczy, zobojętniałe już na wiedeńskie uroki, oczy.
Jess nie mogła wybrać celniej idealnego czasu na odwiedziny. Wyludnione w przerwie świątecznej miasto, zmęczone dodatkowo huczną sylwestrową zabawą, otulone w noworocznej mgle pozostawało w swoistym letargu.


środa, 8 stycznia 2014

Plac Sienny w strugach letniej ulewy

W ten deszczowy dzień Petersburg wystawił nasze podróżnicze ambicje na ciężką próbę.
Jak na złość poranek zaczął się całkiem niewinnie, niczym nie sugerując na tak gwałtowne pogorszenie się warunków atmosferycznych. W efekcie brnęliśmy przemarznięci, w przemokniętych trampkach, aby zza krawędzi parasola poznawać kolejną dzielnicę miasta. Obecnie, wgryzając się dokładniej w zdeformowane petersburskim deszczem karty przewodnika, odnajduję nowe zasłonięte wówczas mokrą płachtą, pominięte przez nas zabytki.