poniedziałek, 30 lipca 2012

Podsumowanie

Na podróżniczą chorobę nie ma zbyt wielu sposobów. Chyba nie ciężko jest nabrać w przeciągu trzech tygodni dręczących następnie nawyków, które ogarną odprężony umysł paraliżując przywykły rodzaj  działania. Nie ma też nic w tym nadzwyczajnego, kiedy parotygodniowy urlop bierze górę nad codziennym życiem, wytrącając z równowagi, odrealniając i zniechęcając do kontynuacji przyziemnych zadań.
Toteż z całkowitym dla siebie zrozumieniem i współczuciem borykam się i walczę wewnętrznie z porzucaniem własnej powinności i zazdrosnym filtrowaniem blogów podróżniczych oraz snuciem marzeń o nieznanych mi krainach.
Jakże blado wypada statyczne siedzenie nad stertą niedorzecznych książek przy zmieniających się niemalże codziennie widokach, językach, obyczajach, zabytkach oraz morzach!






Grecja, Korfu
Albania, Saranda
Albania, Saranda
Chorwacja, Dubrownik
Chorwacja, Dubrownik 
Macedonia, Ochryda
Czarnogóra, Kotor
Czarnogóra, Kotor
Albania, Berat
Albania, Berat
Albania, Butrinti
Albania, Butrinti


Mówiąc krótko: Wróciliśmy do domu!
Zamierzony plan udało nam się zrealizować w 100 %. W ciągu 21 dni pokonaliśmy sporo ponad 3 tysiące kilometrów, przemierzając przy tym 6 państw: Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Albanię, Grecję oraz Macedonię.

Naszym tegorocznym priorytetem była wciąż nieznana, ale coraz bardziej modna Albania. Reszta, nie ignorując naszego zainteresowania Bałkanami, będąc na drodze do celu pięknie wpisała się w plan podróży.

Po co Albania ma być jakimkolwiek celem? Argumentów jest sporo: podbijające serce morze o błękitnym kolorze, gwarantowana pogoda, niskie ceny, niesprawiająca problemów policja, ( jak narazie) brak turystycznej szopki i możliwość dojazdu autem.
Na punkt ostatni mamy parę dowodów.

A oto i one:




Do Sarandy (głównego albańskiego kurortu) można spokojnie dojechać niepopsutym samochodem. Droga przez Chorwację i Bośnię nie sprawia żadnych problemów. W samej Albanii trzeba się liczyć z tym, że kilometry liczy się dłuższą miarą. Pojęcie droga też może nabrać nowego znaczenia, ale za to nadmorska trasa do Sarandy nie ma sobie równych. Powierzchnia jest gładka jak stół, a widoki powodują uczucie zazdrości u kierowcy niemogącego swobodnie rozglądać się na wszystkie strony.

A co nas zaciągneło do Albanii?
To, że nigdy nas tam jeszcze nie było jest dobrym argumentem na każdą wyprawę.
Ale było coś jeszcze. Wraz z rozbudowywaniem wiedzy na temat historii i obyczajów wzrastała nasza niecierpliwość by w końcu tam się znaleźć. Albania jest (jeszcze) unikatem. I to nie tylko przez swój niesamowity język, ale też przez odrębny od całej europy rozwój kraju, a także odosobnioną stagnację w czasach reżimu. Komunizm albański nie miał sobie równych w całej Europie. Albania przez lata niszczona i zastraszana pod wodzą paranoicznego Hoxy była całkowicie odosobniona. Z zaineteresowaniem obserwowaliśmy ten 20-paru letni budujący się kraj. Myslę, że są to ostatnie lata, kiedy można uchwycić te chwilę raczkującego państwa, zanim na dobre zagości w nim kapitalizm.
Już podczas naszego pobytu w Albani podjęliśmy decyzję o naszym powrocie w granice tego kraju. Za 10, 15 lat. Jestem prawie pewna, że nie spotkamy tam już Albanii, którą zobaczyliśmy, ale jestem też ciekawa zmiany. Poza tym, jak po każdej podróży, pozostała nietknięta lista zabytkowa, których nie sposób jest zobaczyć za jednym razem.






1 komentarz:

  1. Jednoczę się w bólu nad równie zaśmieconym biurkiem:)i leczę dni do naszej wspólnej wyprawy Kocham ten filmik! Ta droga robi niezwykle wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń