sobota, 7 lipca 2012

Let's go!

Planowo za pięć godzin będziemy zaczynać naszą trasę. Jakie są na to szanse? Raczej znikome. Po mieszkaniu walają się niedopakowane torby, prowiant nie jest przygotowany, a my nie regenerujemy sił podczas snu. Wręcz przeciwnie. Latamy rozgorączkowani zabierając się za czynności całkowicie nie związane z naszą podróżą tylko po to, żeby mieć uczucie, że prace poruszają się do przodu i jakkolwiek przyczyniamy się do osiągnięcia celu, tj. przybycia do Zagrzebia na 10.00.
Tak, oto właśnie kierunek naszej tegorocznej eskapady: Bałkany z naciskiem na Albanię.
I chociaż już dzisiaj z wysiłku boli mnie głowa, a napięta atmosfera w pełnej gotowości oczekuje na wybuchy agresji, to odczuwam szczęśliwe zniecierpliwienie perspektywą trzy tygodniowej tułaczki w nieznane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz