piątek, 13 lipca 2012

Dubrownik, dzień siódmy


Dzisiaj był dzień lenistwa. Późniejsza pobudka, powolne przygotowania, plaża i morze. Czasem też trzeba.
Mniej aktywne dni męczą chyba jeszcze bardziej. Już w drodze do miasta spadłam ze schodów, a po 5 minutach spędzonych pod słońcem czuję się jak w piekle. Przypadkowo odkrywamy jednak całkiem przyjemne miejsce. Próbując obejrzeć kościół św. Ignacego, do którego z powodu ślubu nie udało nam się dostać wczoraj, lądujemy na półdzikiej plaży. Na zboczu murów miejskich znajduje się parę głazów i małe schodki do wody. Usadawiamy się na skarpie, a nogi zwisają nam nad turkusową wodą. Wokoło suną statki i motorówki. Moi towarzysze nie są jednak tak jak ja zachwyceni tym miejscem. Po 2 godzinach postanawiamy się przenieść. Wstępujemy po drodze do wspomnianego kościoła, do którego prowadzą nas szerokie, barokowe schody, i udajemy się na zatłoczoną, turystyczną plażę. Znajdujemy wolny skrawek miejsca i dochodzimy tam w bólach po rozżarzonych kamieniach. Rozkładamy koce na stercie petów z widokiem na stado półgołych tyłków, kandydatów na raka skóry i twórców półerotycznych zdjęć rodem ze Słonecznego Patrola. Przy tym wszystkim towarzyszy nam woń papierosów. Na szczęście nasi rodacy odstępują nam swój parasol, co znacznie ułatwia nam przetrwanie na plaży. W spokoju tworzę tu notkę. Plany na dzisiejszy wieczór ? (Za droga) kolacja i (tandetne) pamiątki.  



















St. Ignatius' Church
St. Ignatius' Church - interior






Infromacje praktyczne:

Do wspomnienej półdzikiej plaży można się dostać następująco: Po lewej stronie kościoła św. Błażeja znajduje się mały targ z pamiątkami. Po środku tego targu odchodzi ulica Illje Sarake. Idziemy prosto tą ulicą do końca, do ulicy Ispod Mira. Skręcamy w prawo i zaraz po lewej mamy małe wejście, które doprowadzi nas do plaży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz